USA

Widok na Nowy Jork z Empire State Building.

Do Stanów Zjednoczonych wybrałam się po tym jak zostały zniesione wizy dla Polaków. To czwarte co do wielkości państwo na świecie z niesamowicie pięknymi zakątkami przyrody i wieloma kultowymi metropoliami. Zwiedziłam kilka wybranych miejsc tych, które dla mnie wydawały się najbardziej charakterystyczne i ciekawe.

Nowy Jork po prostu trzeba zobaczyć. Myślę, że to najbardziej rozpoznawalne miasto na świecie.

Times Square.
Ground Zero.
Widok z Brooklyn Bridge na Manhattan i Manhattan Bridge.
Central Park
Statua Wolności.
Tama Hoovera.

Na granicy Nevady i Arizony została zbudowana w 1936 roku potężna, betonowa zapora na rzece Kolorado. W momencie powstania była największą tamą na świecie.

Charakterystyczna flora Arizony.
Przeskoczyć Kanion Kolorado.

Jednym z najważniejszych przyrodniczych miejsc USA jest Park Narodowy Wielkiego Kanionu. Wielki Kanion Kolorado, przełom rzeki Kolorado.

Widok na Grand Canyon West.
Przełom Rzeki Kolorado.
Popłynąć rzeką Kolorado to jedno z najpiękniejszych przeżyć.
Las Vegas.
Artists Palette.

Kolejnym z parków USA, który udało mi się zobaczyć był Park Narodowy Doliny Śmierci. Nazwa Death Valley intryguje, a także przestrzega przed tym najgorętszym miejscem w Stanach.

Kolorowe wzgórza Artists Palette zachwycają barwami powstałymi w wyniku utleniania występujących w tutejszych skałach związków chemicznych.

Badwater, wyschnięte słone jezioro, które leży w najniżej położonej depresji kontynentu północnoamerykańskiego.

Artists Palette.
Badwater.
Bishop

Bishop jedno z wielu tradycyjnych miasteczek leżących na mojej trasie.

Widok na łańcuch gór Sierra Nevada w rejonie Parku Yosemite.

Jadąc w stronę Sacramento podróżuję wzdłuż pasma Gór Sierra Nevada i Parku Yosemite.

Jezioro Tahoe
Kapitol stanu Kalifornia w Sacramento.

Sacramento było jednym z głównych miejsc koordynujących działania „wielkiej gorączki złota ” jaka zapanowała w XIX w. w USA. Dyliżanse, karawany i pierwsze wagony kolei transkontynentalnej z poszukiwaczami złota wyruszały właśnie stąd. Pamiątką po tych szaleńczych latach pozostało Old Sacramento.

Old Sacramento

San Francisco.

Golden Gate
Tramwaj linowy na jednej z ulic San Francisco.
Dzielnica Haight-Ashbury.
Twin Peaks i widok na Rincon Hill dzielnicę wieżowców w San Francisco.
17 Mile Drive

Niesamowite przybrzeżne klify z dziką przyrodą, czarujące plaże z białym piaskiem, na których wylegują się foki, enklawa najbogatszych ” 17 Mile”, klimatyczne restauracje z tarasami wchodzącymi w morze to tylko zarys atrakcji Monterey. Stąd rozciąga się dzikie wybrzeże Kalifornii – Big Sur kraina szczególnej fauny i flory.

Monterey

Argentyna

W Argentynie byłam w 2016 r. przy okazji zwiedzania od strony Brazylijskiej wodospadu Iguazu, który jak wiemy leży na granicy obu tych państw. W Puerto Iguazu byłam tylko przez jeden dzień i mam nadzieję, że do Argentyny jeszcze przyjadę by zobaczyć znacznie więcej.

Po stronie Argentyńskiej aby dotrzeć do samego wodospadu, korzysta się z kolejki wąskotorowej. Kolejka kursuje co pół godziny, przejazd jest w cenie biletu wstępu na teren Parku Iguazu. Przejażdżka trwa około pół godziny.

Rzeka Iguazu przepływająca przez brazylijski płaskowyż Planalto Meridional w momencie dotarcia do progu wodospadu rozciąga się na szerokość 2 kilometrów. Po stronie Argentyńskiej przepływa 80% wodospadu. Aby dotrzeć do środka kipieli Diabelskiego Gardła, trzeba podejść pomostami wiodącymi nad rzeką. Sam spacer pomostami jest dużą frajdą. Można obserwować wiele zjawisk fauny i flory.

Diabelskie Gardło

Dzień wcześniej oglądałam wodospad od strony Brazylijskiej. Moim zdaniem strona Argentyńska jest dużo ciekawsza. Wodospad Iguazu jest niepowtarzalnym cudem przyrody, a możliwość docierania w różne jego meandry to niesamowite przeżycie.

Następnie wracam kolejką do miejsca, w którym zaczyna się druga część pomostów. Tym razem kładki przechodzą przy niżej położonych progach wodospadu. Trasa ta jest dłuższa ale przyjemnie otoczona roślinnością.

Zdecydowałam się na rejs pontonem pod wodospady. Motorowym pontonem podpływa się do miejsca gdzie czuje się pęd spadającej wody. Krople spadającej wody zalewają nas i cały ponton. Obsługa pontonu jest profesjonalna. Dobrze orientują się do jakiego momentu można dopłynąć by było bezpiecznie. Do progu podchodzimy dwa razy. Adrenalina niesamowita. Jesteśmy całkowicie mokrzy. Wtedy płyniemy w inny rejon wodospadu. Przy kolejnej odnodze, masy spadającej wody ogłuszają nas z daleka, a my tam mkniemy:). Fajne przeżycie. Dodam, że rozdawane są torby wodoodporne na prywatne nasze rzeczy. Można robić zdjęcia do momentu gdy obsługa pontonu poda sygnał aby schować aparaty i to jest ten moment, od którego się moknie.

Na terenie Parku Narodowego Iguazu po Argentyńskiej stronie widziałam małpy wełniaki brunatne, kapibarę w zaroślach rzeki, żółwie, kolorowe ptaki i motyle. No i oczywiście sporo ryb. Spędziłam tutaj około ośmiu godzin, nie spiesząc się można wszystko zobaczyć, odpocząć i coś zjeść. To był jeden z perfekcyjnych dni mojego życia.

Brazylia

Brazylia to państwo wielkości kontynentu Europejskiego. Rozległe nieprzejezdne tereny, dżungla, mokradła. Dlatego po Brazylii się praktycznie nie jeździ, po Brazylii się lata :). A co ja obleciałam zobaczcie:).

Itaipava Arena Fonte Nova była miejscem rozgrywek podczas Mistrzostw Świata w 2014 r.

Salvador da Bahia jest pierwszym miastem założonym przez Portugalczyków w tutejszej koloni w 1549 r. Było pierwszą stolicą Brazylii i głównym portem handlu niewolnikami. Aktualnie jest czwartym co do wielkości miastem. Jest centrum kultury afro-brazylijskiej, jej kuchni, muzyki i sztuki.

Na półwyspie Itapagipe, na Świętym Wzgórzu- Colina Sagreda wybudowano kościół Nosso Senhor do Bonfim. Kościół Naszego Pana Dobrej Śmierci jest wyjątkowo czczony przez katolików i wyznawców religii condomble, jako miejsce cudownych uzdrowień.

Latarnia morska i twierdza Farol da Barra.

Najpiękniejsze plaże na świecie są właśnie w Brazylii. Jedną z nich jest plaża Barra, która zaczyna się od twierdzy – latarni morskiej Farol da Barra. Plaża Barra jest jedną z nielicznych plaż w Brazylii skierowanych na zachód. Tutaj można oglądać zachód słońca nad morzem. Mnie osobiście zachwyciła plaża Armacao, która ciągnie się kilometrami wzdłuż osiedli mieszkalnych pobudowanych nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego. Po promenadzie nadmorskiej mieszkańcy jeżdżą na rowerach i uprawiają jogging.

Jedna z urokliwych plaży Zatoki Wszystkich Świętych

W dzielnicy portowej można dokonać zakupów świeżych ryb i owoców morza prosto z kutra lub na pobliskich straganach. Ciekawym miejscem handlowym jest Mercado Modelo, której budynek był dawniej siedzibą urzędu celnego. W Mercado Modelo można kupić pamiątki w postaci tradycyjnych stroi bahijskich, koronek oraz rękodzieła artystycznego.

Salvador da Bahia jest położone na skalnym uskoku, dzielącym dolne miasto Cidade Baixa od górnego Cidade Alta o 85 m. Aby pokonać tą skarpę w 1873 r. wybudowano miejską windę Elevador Lacerda. Wjeżdżając windą przenosimy się w kolonialną dzielnicę Pelourinho z jej częścią barokową, perełkami portugalskiej architektury.

Palacio Rio Branco dawna siedziba Generalnego Gubernatora.
Largo Terreiro de Jesus

Largo Terreiro de Jesus to ważny dla mieszkańców plac o znaczeniu historycznym i kulturowym. Przy placu mieści się Bazylika Katedralna oraz dawne kolegium jezuickie.

Largo Terreiro de Jesus to również miejsce gdzie znajduje się Muzeum Sztuki Afro-brazylijskiej. Przed muzeum napotykam grupę ćwiczącą capoeire przy dźwiękach bębnów. To przecież Salvador da Bahia jest miejscem skąd wywodzi się ta sztuka walki.

Muzeum Sztuki Afro-brazylijskiej.

Kościół i klasztor św. Franciszka jest perełką portugalskiej architektury. To przepych złota, azulejos, cennych obrazów, rzeźbionych mebli wykonanych ze szlachetnego drewna, malowideł na ścianach i sufitach. Dodam, że bogaty jak większość kościołów, klasztorów pod patronatem Świętego Franciszka, które widziałam na świecie.

kaplica kościoła św. Franciszka

Od franciszkanów idę uroczymi brukowanymi uliczkami z kolorową zabudową do placu Pelourinho, miejsca targu i pręgierza zniewolonej czarnej ludności afrykańskiej.

Plac targowy Pelourinho ( pręgierz )to miejsce handlu niewolnikami i miejsce gdzie odbywało się biczowanie niewolników. Przy placu mieści się kościół Czarnego Różańca, Rosaria dos Pretos.

Z tak bardzo barwnego zakątka Brazylii jakim jest Salvador da Bahia, wylatuję do Manaus, serca Amazonii.

Dotarłam do Manaus i jadę nad Amazonkę, a dokładnie nad Rio Negro. To rzeka Rio Negro przepływa obok Manaus. Płynąc z nurtem rzeki docieram do miejsca, do którego dopływa druga odnoga Amazonki – Salimoes. Obie rzeki różnią się od siebie kolorem spowodowanym różną zawartością składników mineralnych i osadów, a co najważniejsze temperaturą. Różnica temperatur powoduje, że oba nurty płyną jakiś czas obok siebie nie mieszając się.

Stacja paliw na Rio Negro.

Po olbrzymiej rzece Rio Negro mknę kilkunastoosobową szybką łodzią motorową. Wpływając w niewielkie już rzeczne odnogi, przesiadam się na małą kilkuosobową, płaskodenną. Tylko taką małą łódką można przepłynąć w głąb dżungli amazońskiej, gdzie przez parę dni poznawać będę specyfikę życia w lesie deszczowym.

Wędrówki po lesie deszczowym są pasjonujące. Przewodnik co chwilę pokazuje nowy okaz fauny lub flory. Tak egzotyczny dla mnie. Węże, ptaszniki, mrówki, pająki i każde z nich może być niebezpieczne dla człowieka.

Któregoś popołudnia wypływamy na ryby, a konkretnie na piranie. Więc jako przynętę zabieramy mięso z kurczaka. Zgodnie z wędkarską sztuką, na haczyk nakładamy kawałek mięsa, wrzucamy haczyk do wody, a kijem bijemy o jej powierzchnię. Takie „okładanie” wody wzbudza zainteresowanie piranii. Połów udany, kolacja dzisiaj będzie :).

Po Amazonii przemieszcza się pływając. Jeśli ktoś ma długą odległość do pokonania korzysta z dużych kilkupiętrowych promów. Takim promem można płynąć przez kilka dni. Wtedy podróżny dostaje do dyspozycji hamak podwieszony na jednym z pokładów. Leżąc leniwie w hamaku……płyniesz.

Różowe delfiny

Niecodziennym przeżyciem była dla mnie kąpiel z różowymi delfinami. Inie amazońskie żyją wyłącznie w słodkich wodach Amazonki i Orinoko. Jak to bywa z ciekawskimi delfinami, są łatwe do nauki. Tubylcy nauczyli je, że gdy przypływają na dźwięk gwizdka, dostają w nagrodę ryby. Przyzwyczaiły się już nawet do tego, że wokół nich pływa turysta, który musi dotknąć i pogłaskać. Jak będą najedzone to nie przypłyną, a jak coś im się nie spodoba to natychmiast znikną. Co tam piranie, wandelie, piraruku i inne tam- musiałam je pogłaskać i już: ).

Most wantowy na Rio Negro połączył miasto Manaus z Irandubą. Jest najdłuższym mostem w Amazonii, mierzy 3595 metrów. Został otwarty w 2011 r.

Zaprojektowany przez Gustawa Eiffela miejski targ w Manaus powstał w czasie boomu kauczukowego. Jego żeliwną konstrukcję przywieziono z Europy. Od 1883 roku jest centralnym punktem handlu żywnością pochodzącej z Amazonii. Ryby słodkowodne, owoce tropikalne, warzywa i przyprawy przypływały z całej Amazonii do portu leżącego nieopodal miejskiego targu Adolpho Lisboa.

Pod koniec XIX wieku boom kauczukowy wywołał intensywny rozkwit największego miasta Amazonii – Manaus. Powstawało centrum kulturalno – rozrywkowe, budowano pałace i bogate kamienice. W 1896 roku zbudowano Teatro Amazonas – opera i teatr. Budynek neorenesansowego teatru został bogato ozdobiony marmurami, mozaikami, malowidłami i żyrandolami. Materiały budowlane sprowadzono z Europy, a do wykończenia zatrudniono sławnych artystów. Najsławniejsi aktorzy i śpiewacy operowi przybywali na występy do serca Amazonii.

Pomnik Abertura dos Portos

Na placu Sao Sebastiao przed Teatro Amazonas została ułożona mozaika, która falistymi wzorami przedstawia spotkanie obu rzek Rio Negro i Rio Solimoes. Wykończenie promenady przy Copacabamie w Rio de Janeiro zostało zainspirowane właśnie mozaiką z placu Sao Sebastiao. W centralnym punkcie placu stoi pomnik Abertura dos Portos. Symbolika pomnika odnosi się do czterech stron świata, a dokładnie czterech kontynentów Afryki , Azji, Ameryki i Europy.

Teatro Amazonas

Z zielonej Amazonii wylatuję na południowy kraniec Brazylii do Foz do Iguacu.

Para wodna unosi się nad progiem wodospadu Iguazu

Lecąc samolotem obserwuję przez okno meandry wijącej się rzeki Iguazu, płynącej przez wyżynę brazylijską. W miejscu, w którym napotyka progi skalne znika w czeluści wodospadu. Nad zieloną okolicą unosi się biały dym, kropel wody rozbijanych o bazaltowe skały. Wodospad Iguazu ma szerokość 2 km i składa się 275 progów skalnych. Dla mnie niepodważalny cud natury.

Strona Brazylijska pozwala podziwiać wodospad w sposób ogólny, widokowy. Udostępnia też 80 m kładkę, którą można podejść bliżej progu Diabelskiego Gardła. A więc idę ! Potężny huk z pędem opadającej wody ogłusza, skłębione chmury wody zalewają twarz. Jest pięknie 🙂

Jednak warto wybrać się na stronę Argentyńską, po której leży 80 % wodospadu. Można podejść pomostami ponad niektóre progi i przyjrzeć się dokładniej poszczególnym częściom wodospadu. Byłam, widziałam i opisałam, zapraszam do mojego opisu Argentyny.

Podczas spaceru przy wodospadzie towarzyszą mi ostronosy, a z gałęzi spoglądają tukany. Będąc tutaj widziałam jeszcze wełniaki i dzioborożce. ( więcej zwierząt napotkałam po argentyńskiej stronie ) Aby zobaczyć bogatszy obraz tutejszej fauny można się wybrać do parku ptaków – Parque de Aves. Jednak są tam zwierzęta w niewoli. Park nagłaśnia problem ginących gatunków ptaków.

Następnym celem mojej podróży jest Rio de Janeiro.

Wzgórze Corcovado wznosi się 710 metrów ponad bajkowo położonym miastem Rio de Janeiro. Na szczycie tego granitowego wzgórza, do którego najwygodniej dostać się koleją szynowo-linową, stoi 38 metrowy posąg Chrystusa Odkupiciela. Ze szczytu rozciąga się niesamowity widok na piękne fragmenty miasta.

Nie udało mi się „dopchać” do zdjęcia na schody znajdujące się przed Chrystusem Odkupicielem. Lepiej poszło mi ze schodami Escadaria Selaron. Kolorowy punkt, o który warto zahaczyć podczas zwiedzania miasta.

Rzymskokatolicka Katedra Świętego Sebastiana jest śmiałym projektem architektonicznym. Wybudowana w kształcie stożka miała symbolizować święte wzgórza, piramidy Indian. Jest formą hołdu złożonego rdzennej ludności obu Ameryk.

Zmierzając do Bulwaru Olimpijskiego nie sposób pominąć miejsca, które będzie jeszcze przez lata niezwykłą pamiątką po Igrzyskach w 2016 r. Wykonany przez artystę Eduardo Kobra przed mistrzostwami świata mural jest prawdopodobnie największym muralem na świecie. Mierzy 15 m wysokości i 190 m długości.

Leżąca w dzielnicy Copacabana, plaża jest najbardziej rozpoznawalną z plaż Rio de Janeiro. Ciągnie się 4 km. Na Copacabanie organizowane są imprezy rozrywkowe, koncerty, rozgrywki sportowe. Spacerując promenadą nadmorską Copacabany mijam półwysep z budynkami bazy wojskowej oraz fortu obronnego i dochodzę do kolejnej znanej plaży Ipameny. Trochę bardziej snobistycznej, z pięknym widokiem na wzgórze Dwóch Braci.

Aby dostać się na wzgórze Głowa Cukru wjeżdżam kolejką linową, której pierwszy przystanek to Moroo da Urca – super punkt widokowy. Tutaj uświadamiam sobie jak bajkowo położone jest to miasto. Rio de Janeiro to zatoczki z urokliwymi plażami, półwyspy i kolejne urokliwe zatoczki z plażami, klify, urokliwe wzgórza, pagórki i kolejne zatoczki z kolejnymi plażami:).

Marmozety są chyba „najsłodszymi” małpkami świata. Niewielkie, dorastają tylko do 37 cm z uroczymi kępkami sierści w okolicy uszów.

Głowa Cukru to skała mierząca 396 metrów z opływowymi stromymi stokami. Super miejsce wspinaczkowe, pozostali muszą skorzystać z kolejki linowej. Wjeżdżając na to cukrowe wzgórze mam tylko jeden problem, w którą stronę skierować obiektyw?

Jestem zwolenniczką ogrodów botanicznych. Jeśli mam na to czas i taką możliwość to staram się je odwiedzać w różnych zakątkach świata. Ten w Rio de Janeiro na pewno zasługuje na uwagę. Został założony w 1808 roku przez króla Portugalii Jana VI. Pierwotnie w ogrodzie aklimatyzowano przydatne rośliny – przyprawy z Indii Zachodnich ( pieprz, gałkę muszkatołową, cynamon ). W ogrodzie występuje 6500 roślin, niektóre z nich są zagrożone wyginięciem. Ogród jest pięknie położony u podnóża szczytu Corcovado. Jego rozległe tereny przecinają palmowe aleje i cieki wodne.

Brazylia to wymarzony kierunek do podróżowania. Kiedyś dzika i niedostępna z postępem cywilizacji odsłania swoje najpiękniejsze zakątki. Cuda natury- wodospad Iguazu, Amazonia, magiczne plaże wśród niewiarygodnych wzgórz. Brazylia ma opinię niebezpiecznego państwa dla turystów i na pewno tak jest, jeśli nie zachowa się wystarczającej ostrożności. A podstawowe zasady ostrożności należy zachowywać właściwie w każdym państwie. Mnie w Brazylii nie spotkało nic nieprzyjemnego. Byłam tu w 2016 r. do domu zabieram same wspaniałe przeżycia.

Boliwia

Do Boliwii dotarłam w 2014 r. przekraczając granicę z Peru.

Kultury Indian preinkaskich z rejonu środkowych Andów miały wpływy na znaczną część Ameryki Południowej. Największym ośrodkiem kultury andyjskiej w VI w p.n.e. było Tiahuanaco (Tiwanaku ). Położone nad jeziorem Titicaca w Boliwii stanowisko archeologiczne Tiahuanaco przedstawia ruiny monumentalnych budowli. Platformy ciągnące się na 180 m, baseny, stele – monolityczne posągi. Najbardziej charakterystycznym elementem tutejszego kompleksu jest Brama Słońca. Kamienna budowla w kształcie bramy, na której widnieje relief z wizerunkiem boga Wirakochy.

Brama Słońca

Nieopodal miasta La Paz w prowincji Pedro Domingo Murillo, znajdują się ciekawe formacje skalne nazywane Doliną Księżycową ( Valle de la Luna ). Nazwa adekwatna do miejsca, w którym się znalazłam. Na obszarze kilkuset metrów kwadratowych wystają różnej wysokości zespoły glinianych iglic, tworzące labirynty. Formacje te powstały w wyniku erozji osadowego wzgórza.

Księżycową Doliną można dowolnie spacerować wybierając opcje ścieżek-labiryntów do pokonania.

W okolicy La Paz znajdują się jeszcze jedne tego typu formacje nazwane Valle de las Animals. Zwiedzanie tych nieziemskich 🙂 krajobrazów jest świetną odskocznią od gwarnego La Paz.

La Paz jest największą aglomeracją Boliwii. Miasto jest siedzibą boliwijskiego rządu. Stolicą konstytucyjną Boliwii jest Sucre.

Wyjątkowość La Paz, wiąże się z jego usytuowaniem. Rozciąga się pomiędzy rozległymi wzgórzami w dolinie rzeki Choqueyapy, na wysokości 3200 – 4100 m n.p.m.

Charakterystycznym dla La Paz, sposobem poruszania się po tak górzystym i gęsto zabudowanym mieście, jest kolej linowa z gondolowymi wagonikami. Przemieszczając się ponad dachami miasta, można łatwo dotrzeć w najwyżej położone dzielnice. Widoki znakomite.

Stacja główna kolei gondolowej

Pozostałość z okresu kolonialnego Bazylika św. Franciszka z XVIII w.

Placem centralnym w La Paz jest Plaza Murillo z Pałacem Prezydenckim i budynkiem Kongresu Narodowego Boliwii. Ciekawostką może być zegar z iglicy budynki Kongresu Narodowego, którego wskazówki obracają się w odwrotnym kierunku.

Będąc w La Paz musiałam tak jak każdy ciekawski turysta, który tutaj dotrze, odwiedzić tajemniczy rynek czarownic, Mercado de los Brujos. Zwany również Mercado de Hechiceria, rynek czarów. Uliczki handlowe z niewielkimi sklepikami sprzedającymi tradycyjny asortyment medycyny naturalnej. Znaleźć tutaj można specyfiki na wszystkie dolegliwości ciała i duszy. Efekt działania gwarantowany. Szczególny widok zmumifikowanych jagniąt alpak i lam u mnie od razu wywołał palpitację. Taki nasz „Herbapol”.

Jezioro Titicaca opisane zostało przeze mnie w podróży po Peru. Peru ma swoje wyspy Uros, a po stronie boliwijskiej są piękniejsze widoki. To jest oczywiście moja subiektywna opinia.

Urokliwie położone w zakolu jeziora Titicaca miasteczko Copacabana jest miejscem pielgrzymek wiernych z wielu regionów Ameryki Południowej. Katolicki kościół Matki Boskiej Gromnicznej z jej (owianą legendą) figurą jest sanktuarium Narodowym Boliwii. Z sanktuarium na pobliskie wzgórze symbolizujące golgotę, wiedzie droga krzyżowa.

Indianie Altiplano jak pozostała ludność Ameryki Łacińskiej kochają święta, festyny i każdą okazję do wspólnej zabawy. Przekraczając granicę z Boliwii do Peru przeciskam się między tańczącymi, bawiącymi się tłumami.

Peru

Mówisz Peru, myślisz Machu Picchu. Tak było i w moich skojarzeniach. Jednak po moim wyjeździe w 2014 r. wiem, że Peru ma dużo więcej wspaniałych miejsc, przepiękne krajobrazy, żywą tradycje.

Z miejscowości Paracas położonej nad Oceanem Spokojnym wypływam łodzią motorową na wyspy Ballestas. Półwysep Paracas wraz z pobliskimi wyspami tworzą rezerwat przyrody. Wyspy Ballestas to ciekawe formacje skalne, na których mają swoje siedziska ptaki i zwierzęta morskie. Ja napotkałam pingwiny, uchatki oraz całe kolonie pelikanów, kormoranów, albatrosy i głuptaki. Dodam, że sama podróż łodzią ślizgającą się po grzbietach fal oceanu była dla mnie dużym przeżyciem.

Pustynne wybrzeże ( Pustyni Przybrzeżnej) ciągnące się od mojego wyjazdu z Limy w rejonie kolonialnego miasta Ica przybiera nowy wygląd. Bezkresne do tej pory wydmy zostały obsadzone winoroślami. Tutejsze winnice wytwarzają dobrej klasy wino.

Pośród tych pustynnych wzgórz położona jest oaza Huacachina. Można tutaj odpocząć i wygrzać się w promieniach słonecznych. Dla żądnych przygód czekają dodatkowe atrakcje jak buggy czy zjazd na deskach po piaszczystych wydmach.

Rejon Nazca położony na płaskowyżu południowo-zachodniego krańca Peru, przecinają linie tworzące gigantyczne postacie zwierząt i formy geometryczne ( geoglify ). Jasne linie powstały poprzez odsypanie ciemnej nawierzchni wulkanicznej. Stworzone przez Indian Nazca pomiędzy 300 r. p.n.e., a 900 r. n.e.

Jadąc Panamericanom zatrzymujemy się przy wieży widokowej, z której rozciąga się widok na pobliskie znaki. Jednak najlepiej oglądać te olbrzymie geoglify podczas lotu awionetką. Lot trwa około godziny. Niekiedy trzeba zaczekać na lotnisku na poprawę widoczności. Wszyscy pasażerowie zostają zważeni aby odpowiednio rozłożyć ciężar w samolocie. Piloci starają się aby siedzący po obu stronach samolotu mogli równie dobrze dostrzec znaki, a więc balansują awionetką. Wystąpienie choroby lokomocyjnej jest prawie pewne, polecieć jednak warto.

W rejonie Nazca w czasach prekolumbijskich rozwinięta była kultura plemion Tiahuanaco. Budowano kamienne akwedukty, wytwarzano artykuły ceramiczne i tkackie. Do farbowania tkanin stosowano naturalne barwniki pozyskiwane między innymi z czerwca kaktusowego hodowanego na opuncjach.

Warto poświęcić trochę czasu i wpaść z wizytą do szamana. Okazuje się, że to w takich miejscach można napotkać sporą kolekcję mumii, pisma węzełkowego-kipu i tym podobnych niewiarygodnie cennych eksponatów.

Ruszając w głąb kraju dojeżdżam do Arequipy. Miasta położonego na wysokości 2325 m n.p.m. i otoczonego pasmem wulkanów Chachani i El Misti. Arequipa jest drugim po Limie największym miastem Peru. Zabudowa miejska składa się głównie z XVIII w. rezydencji otoczonych ogrodami.

Barokowy Kościół Jezuitów to kolonialna perełka Arequipy.

Plac Centralny w Arequipie z zabytkową Katedrą i urokliwą fontanną pośrodku, a dookoła placu eleganckie kamienice z arkadami. Wszystkie budynki pobudowane zostały z białego tufu wulkanicznego. Biały kamień pochodzi z pobliskiego wulkanu El Misti.

Kompleks klasztorny Świętej Katarzyny eksponuje życie kobiet odsyłanych przez znamienite rodziny do klasztoru. Poza codzienną modlitwą mniszki zajmowały się uprawianiem ogrodu, haftem, tkactwem. Niejednokrotnie bogatym mniszką w klasztorze towarzyszyły służące , które przygotowywały posiłki i dbały o czystość. One również pozostawały w zamknięciu na zawsze, lecz nie mogły przyjmować święceń.

Wyruszając z Arequipy w wysokogórskie rejony Andów, w drodze do kanionu Colca, należy liczyć się z możliwością kłopotów zdrowotnych. Warto zaopatrzyć się w popularne w tym rejonie świata i ogólnodostępne, roślinne produktu zmniejszające lub całkowicie neutralizujące ( jak było w moim przypadku )skutki choroby wysokościowej. Ciastka, cukierki z liśćmi koki.

Przejazd przez Andy dostarcza niesamowitych przeżyć. Widoki górskich szczytów, wulkanów, płaskowyże z pasącymi się stadami dziko żyjących wikunii i gwanako.

Najwyższym punktem w środkowych Andach, do którego dojeżdża się samochodem jest przełęcz i punkt widokowy na wysokości 4910 m n.p.m.

W rejonie kanionu Colca występują gorące źródła. Zostały one wykorzystane, utworzono baseny termalne. Kąpiel w basenie z gorącą wodą termalną, z widokiem na kanion, atrakcja niepowtarzalna.

O świcie wyruszam w górne partie kanionu Colca. To tutaj można obserwować kondory wielkie. Te olbrzymie ptaki, latające do wysokości 7 km wykorzystują termikę powietrza, powstającą w chwili nagrzewania się okolicznych skał promieniami wschodzącego słońca. To ona pomaga wznieść się tym ciężkim ptakom wysoko ponad szczyty Andów i polecieć na żerowanie wiele kilometrów, nawet nad Pacyfik.

Kanion Colca jest najgłębszym kanionem na świecie, kamieniste zbocza kanionu mierzą do 4200 m. Ponad kanionem wznosi się surowy krajobraz górskich szczytów i kondory:).

Przejeżdżając przez andyjskie wioski i miasteczka napotykam perełki indiańskiej sztuki sakralnej.

Kościół dominikański w Pomata został zbudowany z czerwonego kamienia. Jest bogato zdobiony rzeźbionymi elementami w tradycyjnych indiańskich motywach. Posiada tak już rzadko spotykane alabastrowe okna.

Jezioro Titicaca jest najwyżej położonym jeziorem żeglownym i największym wysokogórskim jeziorem na świecie. Znajduje się na wysokości 3812 m n.p.m. , a jego powierzchnia mierzy 8372 km2. Leży na terytorium Peru i Boliwii. Mnie udało się zobaczyć jezioro Titicaca od strony obydwu państw.

Jezioro Miało szczególne znaczenie dla tutejszych Indian. Jedna z naturalnych wysp, Wyspa Słońca była szczególnie czczona przez Inków. Uważano, że tutaj narodził się biały bóg Wirakocza jak i pierwsi Inkowie.

Na jeziorze Titicaca powstało około 40 sztucznych, pływających wysp Uros. Zostały one utworzone przez plemiona Indian Uro. Pływające wyspy, domy i łodzie wyplatane były z tutejszego sitowia, zwanego oczeretem (totora ).

Katedra w Puno

W odległości kilkunastu kilometrów od Puno w miejscowości Sillustani znajduje się preinkaskie cmentarzysko plemienia Kolla. Cechą charakterystyczną cmentarzyska są grobowce rodzinne, budowane w kształcie wież – Chullpa. Całe stanowisko archeologiczne jest pięknie położone. Kamienne wieże grobowe rozmieszczone są na kilku sąsiadujących wzgórzach, a w dolinie opływa je jezioro Umayo.

Tradycyjna zabudowa mieszkańców okolic Sillustani.

Kościółek w Raqchi

Kolejnym ciekawym miejscem, w którym się zatrzymuję w drodze do Ollantaytambo jest Stanowisko Archeologiczne Raqchi. Znajdują się tutaj ruiny starożytnego Inkaskiego miasta i świątyni poświęconej bogu Wiracocha. Cały kompleks otoczony 4 km murem składał się z kilku budynków administracyjnych, świątyni, magazynów, terenów targowych i łaźni.

Świątynia Wiracocha
Stanowisko Archeologiczne Raqchi.

Urokliwe miasteczko, a więc czas na odpoczynek.

Z miasta Ollantaytambo wyruszają pociągi dowożące turystów do Machu Picchu. Dlatego będąc tutaj, dobrze jest wykorzystać okazję i zobaczyć równie ważne, niepowtarzalne miejsca, leżące nieopodal. Inkaska twierdza w Ollantaytambo jest jednym z nich. Forteca Ollantaytomba broniła Świętej Doliny Inków od północy. Przetrwała do naszych czasów bardzo dobrze zachowana.

Wspinając się tymi zabytkowymi tarasami na sam szczyt docieramy do miejsca, w którym stoją tajemnicze monolity. Stojące pionowo monumentalne kamienne płyty, idealnie dopasowane wprawnymi cięciami są przykładem inkaskiego kunsztu. Dodam, że z góry rozciągają się niesamowite widoki.

Samo miasteczko Ollantaytambo założone przez społeczność inkaską zachwyca wąskimi brukowanymi uliczkami, przy których przepływają kanały wodne. Domy pobudowane w charakterystyczny sposób z ociosanego kamienia. Na rynku mieszkańcy ubrani w tradycyjne stroje załatwiają urzędowe sprawy, stoją w kolejce do lekarza, sprzedają przyniesione produktu.

Pociąg z wygodnymi turystycznymi wagonami ( miejsca numerowane ), przemierza dolinę wijącej się rzeki Urubamby. Dojeżdża do dworca Machu Picchu Puebla. Stąd niewielkie autobusy dowożą turystów do górnego przystanku. Drogę można pokonać na piechotę, ale trzeba mieć wtedy przynajmniej dodatkową godzinę. A ja wolę ją poświęcić na zwiedzanie. Przejazd wąskimi serpentynami nad stromym urwiskiem dostarcza nie mało wrażeń. Mijające się autobusy niemalże się ocierają. Do stanowiska archeologicznego Machu Picchu, miejsca o którym zawsze marzyłam podchodzę górską ścieżką.

Miasto Inków „Stary Szczyt” powstało w końcu XV wieku.

Cały zespół królewsko-świątynny Machu Picchu pełnił funkcje obronne, ceremonialne i gospodarcze. Zamieszkały był przez około tysiąc osób od rodziny królewskiej, kapłanów, arystokrację, żołnierzy po służących i pracowników rolnych.

Intihuatana- święty, rytualny kamień Inków.

Cały kompleks Machu Picchu obchodzę dokładnie, zaglądając w każde miejsce które mnie zaciekawi. Nie ma ograniczeń w przemieszczaniu się do poszczególnych świątyń, domów, tarasów. Chcę się nasycić obecnością tutaj w końcu to tylko chwila, parę godzin i trzeba ruszać dalej. Drogę powrotną do Ollantaytambo pokonuję w taki sam sposób.

Chinchero to kolejne miasto założone przez Inków. Podobnie jak Ollantaytomba to krzyżujące się pod kątem prostym brukowane ulice z kanałem wodnym i kamienne mury domów i ogrodzeń. Położone na wzgórzu, którego zbocze przecinają tarasy uprawne. W Chinchero znajdują się również zabytki pokolonialne – kościół z XVII w. Dodatkową atrakcją Chinchero jest tutejsza tradycja farbowania i tkania wełny.

Salineras de Maras. Potok ze słoną wodą przecinający dolinę nieopodal Maras został rozprowadzony poprzez kaskadowe tarasy z basenami do pozyskiwania soli. Całe zbocze doliny wypełniają saliny, szacunkowo jest ich tutaj około pięciu tysięcy. Miejsce niecodzienne.

Schodząc w dół „słonej ” doliny dochodzę do rzeki Urubamba.

Można żartobliwie powiedzieć, że podążając w górę rzeki Urubamba dotrzemy do miejscowości Pisac. Na wzgórzach ponad miasteczkiem mieści się stanowisko archeologiczne, jedna z najważniejszych osad Inków w Świętej Dolinie. Pisac jako twierdza broniła wejścia do Świętej Doliny od południa. W składał kompleksu wchodzi Świątynia Słońca, ołtarze, platforma ceremonialna, łaźnie, fontanny i cytadela po drugiej stronie wzgórza. By dotrzeć do cytadeli pokonuję ciemny tunel wykuty w skale nad urwiskiem. Na stromych zboczach wzgórz Inkowie utworzyli rolnicze tarasy.

W okolicy miasta Cusco znajduje się kilka mniejszych stanowisk archeologicznych. Jednym z nich jest Tambomachay, złożony z akweduktu i wodospadów.

Q’enqo miejsce składania ofiar i mumifikacji.

Puka Pukara, czerwony fort.

Saqsaywaman największy z nich składający się z trzech megalitycznych tarasów. Na szczycie kamienny krąg ceremonialny. Saqsaywaman pełnił funkcję inkaskiej twierdzy.

Z tarasów Saqsaywaman rozciąga się piękny widok na położone w dolinie Cusco.

Cuzco jako osada, zostało założone w XII w. przez pierwszego władcę Inków Manco Capaca. Pełniło rolę stolicy państwa Inków. Podbite i spalone przez oddziały Francisco Pizarra w XVI w. zostało wybudowane przez Hiszpanów, w tym samym miejscu od nowa. Na ruinach inkaskiego pałacu Ccsana i świątyni Acllas „Domu Dziewic Słońca” wybudowano klasztor świętej Katarzyny. Natomiast Katedra św. Dominika została wybudowana na ruinach świątyni Inków Coricancha. W Katedrze można napotkać sporo pozostałości z poprzedniej budowli.

Miasto Cusco jest klimatyczne, pięknie położone w kotlinie pomiędzy górami. Zachowało swój kolonialny charakter. Jest jednym z najpiękniejszych w Ameryce Południowej.

Lima stolica Peru została założona przez Francisca Pizarra w 1535 r.

Katedra św. Jana Ewangelisty w Limie zbudowana w 1535 r. przez F. Pizarra. Tutaj też znajduje się grobowiec konkwistadora, zdobywcy imperium Inków.

Wokół okazałego Plaza de Armas usytuowane są najpiękniejsze zabytki kolonialne Limy, Pałac Prezydencki i Katedra.

Nieopodal placu centralnego znajduje się budynek dawnego dworca kolejowego. W budynku Casa de Literatura Peruana została umieszczona tablica upamiętniająca polskiego inżyniera Ernesta Malinowskiego, twórcy i budowniczego Centralnej Kolei Transandyjskiej.

Peru to jedna z najpiękniejszych moich podróży.

Kuba

Kuba państwo wyspiarskie na Morzu Karaibskim. W skład państwa wchodzi największa wyspa Karaibów i szereg mniejszych wysp ją otaczających. Stolicą jest Hawana, a najbardziej znanym produktem Kuby są cygara. Elementem rozpoznawczym wyspy są stare zabytkowe samochody, bo nowych nie ma wcale.

Hawana, piękna kolonialna perełka, zapomniana i nadgryziona duchem czasu ostatnich 50 lat.

Muzeum Rewolucji utworzone w dawnym Pałacu Prezydenckim. Wśród propagandowych ekspozycji muzealnych podziwiam piękną architekturę tego budynku.

Symbol Hawany Hotel Nacional de Cuba. Malowniczo położony na klifie nieopodal najbardziej znanej promenady Malecon. Warto tutaj przyjść by oglądnąć ogólnie dostępne zabytkowe pomieszczenia i wpaść na drinka do hotelowego baru.

Barokowa XVIII w. Katedra w Hawanie, do której budowy wykorzystano skały rafy koralowej z zatoki meksykańskiej.

w bocznej uliczce wychodzącej z Placu Katedralnego mieści się jeden z ulubionych barów E.H. La Bodeguita del Medio.

Kubańczycy często powtarzają, że „organizują sobie życie” . Na Kubie reglamentowane są wszelkie towary. Od państwa dostają kartki na żywności, środki czystości itp. ale wszystko w nie wystarczających ilościach. Pozostałe towary muszą sobie sami zdobyć.

Stary Rynek

Plaza de Armas

Castillo del Morro broniący Hawany od strony morza. Z fortu rozciąga się przepiękny widok na stolicę Hawanę.

Można powiedzieć, że Ernest Hemingway przez lata był związany z Kubą i z Hawaną. Tutaj są jego ulubione bary, hotel, a niedaleko za miastem jego posiadłość. Teraz Kuba związana jest z E.H. bo jest dodatkowym powodem, dla którego przyjeżdżają tutaj turyści.

Ulubiony Hotel Ernesta Hemingwaya z uroczą restauracją na dachu i pięknym widokiem na Hawanę.

Widok z Hotelu Ambos Mundos

Finca Vigia, wiejska posiadłość Ernesta Hemingwaya jest udostępniona do zwiedzania i koniecznie trzeba tutaj zajrzeć. Dom został w całości przekształcony na muzeum E.H. Zaglądamy przez okna i drzwi do salonu, biblioteki, sypialni, łazienki i pokoju wypoczynkowego na wieży widokowej. W ogrodzie jest basen, a opodal stoi pod zadaszeniem łódź Pilar.

Nieopodal Finca Vigia leży małe miasteczko Cojimar. W Cojimar napotykam oczywiście ulubioną restaurację i bar E.H. Jest tutaj niewielka marina, przy której zacumowana bywała łódź Pilar. Wszystkiego strzeże dobrze zachowany fort obronny, wybudowany przy nabrzeżu.

Stolik przy którym jadał Ernest Hemingwey

Jadąc z Hawany na zachodni kraniec wyspy, zatrzymuję się na kawę w ciekawym miejscu. Jest to ogród orchidei w Soroa. Niewielki ogród botaniczny z orchideami i pięknie prezentującymi się krotonami.

Pasmo wapiennych ostańców liczących miliony lat zwane Mogotes przyciągają mnie w zachodnie rejony wyspy. Dolina Vinales zachęca do odwiedzenia nie tylko tymi niesamowitymi skałami, ale również jaskiniami powstałymi w ich wnętrzach.

Mural „Prehistoria”

Odwiedzaną przeze mnie jaskinię Indian, częściowo penetruje się na piechotę, a następnie płynie łódką po przepływającej przez jej wnętrze rzece.

To w rejonie Vinales i Pinar del Rio uprawiany jest tytoń i to tutaj skręca się najbardziej znane cygara świata.

Odwiedzam jedną z fabryk tytoniu, bo gdzie jak nie na Kubie zobaczyć jak powstają cygara. Aktualnie do zwijania cygar nie wykorzystują ud lecz deseczki ułożone na stolikach. Zdjęć nie wolno robić, nie wolno nawet wnosić aparatów fotograficznych, telefonów ani torebek.

Cenote ze słodką wodą i kolorowymi rybkami nieopodal wybrzeża morza karaibskiego.

Wspomnienie po akcji „zatoka świń”.

„Perła Południa”, tak nazwano miasto portowe nad morzem karaibskim, założone przez osadników francuskich. Cienfuegos ma ten francuski szyk i elegancję.

Bulwar El Prado

Palacio de Valle został wybudowany w eklektycznym stylu, przypominającym mauretański. W budynku dawnego pałacu mieści się restauracja z wyśmienitymi owocami morza. Na dachu budynku jest taras, z którego rozciąga się przepiękny widok na zatokę Cienfuegos. To z niego podziwiam zachód słońca przy dźwiękach salsy, popijając drinka.

Widok na Trynidat

Trynidad został założony przez konkwistadora Diego Valezqueza w 1513 r. I tak pozostało 🙂 te same czerwone dachówki, budynki i brukowane uliczki. Z zachwytem przenoszę się w ten XVI wiek. Bez końca można wędrować uliczkami Trynidadu, a klimat się nie zmienia.

Jedna z willi właściciela plantacji trzciny cukrowej. To dzięki trzcinie i ciężkiej niewolniczej pracy powstały olbrzymie majątki kolonialistów. Można tutaj zobaczyć bogate wyposażenie domu i osobiste przedmioty właścicieli. Koniecznie należy wejść na wieże widokową by zobaczyć ten „pocztówkowy” widok na Trynidad.

Playa Mayor w samym centrum Trynidadu.

Dolina cukrowni, jak okiem sięgnąć kilometry zasadzonej trzciny. Wieża wznosząca się nad plantacją ( Manaca Iznaga ) umożliwiała zarządcy kontrolę nad postępem prac.

Koniecznie musiałam spróbować świeżo wyciśniętego soku z trzciny cukrowej, a następnie kawa mieszana laską trzciny. Pycha.

Miasto Santa Clara, to właśnie tutaj oddział dowodzony przez Ernesto Che Guevara pokonał wojska Batisty, wysadzając pociąg pancerny. Aby upamiętnić to wydarzenie postawiono Mauzoleum Ernesto Che Guevary i poniższy pomnik.

Powyżej, jeden z typowych autobusów, jakim Kubańczycy przemieszczają się po wyspie. Tak to jest pojazd przewożący ludność. Dodać do tego należy, wysoką temperaturę jaka występuje na wyspie przez większą część roku.

Podróżując przez Kubę w wielu miejscach napotykamy dumnie brzmiące hasła socjalistycznych przywódców.

W drodze na wschodni kraniec Kuby odwiedzam Miasto Camaguey, które oczarowuje mnie swoim klimatem. Dobrze odrestaurowane kolonialne ulice, place, kościoły. Rikszarze z uśmiechem obwożą w najurokliwsze zakątki starówki.

Parque Ignacio Agramonte

Kolejna twierdza El Morro strzegła dostępu do centralnej części wyspy i miasta Santiago De Cuba. Na zamówienie można oglądnąć pokaz salwy honorowej wystrzelony z armaty. Nieopodal fortu jest pięknie ulokowana restauracja z tarasem nad klifem.

Katedra w Santiago de Cuba

Santiago de Cuba pierwsza stolica Kuby. Miasto założone również przez Diego Valezqueza w XVI w. Nad głównym placem wznosi się Katedra, a nieopodal stoi najstarszy dom na wyspie, należący właśnie do Valezqueza.

Dom Diego Velazqueza

Na z daleka widocznym wzgórzu, widnieje malowniczo położona bazylika NMP Miłosiernej w El Cobre. Jest to miejsce pielgrzymowania wiernych religii katolickiej. Nieopodal znajduje się niewielka miasteczko El Cobre, ośrodek wydobywczy rudy miedzi.

El Cobre

Na cmentarzu Świętej Ifigenii, spoczywa wielu sławnych ludzi. Zostali upamiętnieni pięknymi nagrobkami. Pochowany tutaj został Fidel Castro. Jego nagrobek to potężny kamień z napisem Fidel, tak jak sobie zażyczył przed śmiercią.

Aby wjechać do strefy sąsiadującej z Amerykańską bazą Guantanamo lub z niej wyjechać, trzeba uzyskać specjalną przepustkę. Jest ona niechętnie wydawana tak turystą jak i mieszkańcom Kuby. Dlatego stwierdzam, że tak odizolowanym mieszkańcom żyje się tutaj ciężko i aktualnie jest to najbiedniejsza część wyspy. Za to z widokiem na urokliwą zatokę i wieżyczki strażnicze.

Okazała posiadłość ojca Fidela Castro w Biran. Dobrze zarządzana plantacja trzciny cukrowej uczyniła z Angela Castro bogatego plantatora. Tutaj przyszedł na świat jako dziecko z nieprawego łoża późniejszy przywódca Kuby.

Cayo Guillermo i Cayo Coco, turystyczny raj na ziemi. Biały piasek, turkusowa woda, luksusowe hotele. Rafa koralowa dostępna do nurkowania po 20 minutowym rejsie małym katamaranem cumującym przy plaży. Na samym krańcu wyspy Cayo Guillermo jest sławna plaża Pilar.( Powiem tak, piękna ale przereklamowana. Mając przy hotelu równie piękną, prawie pustą plaże, dotarłam do zatłoczonej i komercyjnej. )

Jak wszystkie przepiękne wyspy otaczające największą wyspę Kubę, zostały zagospodarowane jako baza hotelowa dla zagranicznych turystów. Tutejsze wyspy zostały połączone 17 km groblą z główną wyspą. Sami Kubańczycy nie mogą korzystać z tego raju. Nie mogą tutaj mieszkać. Taka socjalistyczna równość. Pracujący przy obsłudze ruchu turystycznego są codziennie dowożeni z głównej wyspy.

Flamingi są miłym akcentem towarzyszącym podczas spacerów po wyspie.

Wymarzone miejsce do nauki kitesurfingu.

Kuba to ciekawy kierunek z pięknymi przyrodniczo miejscami. Jednak przywołał u mnie „strachy dzieciństwa”. Kubańczykom żyje się ciężko. Powoli następują zmiany.

Saint Vincent i Grenadyny

Niewielki kraj w archipelagu Małych Antyli. Największą wyspą jest Saint Vincent, a w skład państwa wchodzą jeszcze 32 malutkie wyspy Grenadyny.

Kingstown stolica St. Vincent, port i niewielkie śródmieście z kilkoma wybrukowanymi uliczkami, targ spożywczy, gmach sądu w którym obraduje Parlament, górujący nad wszystkim kościół katolicki Najświętszej Marii Panny i to wszystko położone w niewielkiej dolince między górami. Taka klimatyczna stolica niedużego królestwa.

Fort Charlotte, widniejąca 180 m ponad miastem forteca powstała w 1806 r.

Ogród Botaniczny w Kingstown jest ładnie położony na wzgórzach ponad centrum miasta. Został założony w 1763 r. i jest najstarszym ogrodem w Nowym Świecie. Powstał jako zamorski oddział podlondyńskiego Key Gardens.

Panorama Kingstown z widokiem na sąsiednie Grenadyny.

St. Vincent jest dla mnie najatrakcyjniejszą widokowo z Wysp Zawietrznych Karaibów.

St. Vincent to wyspa, która zawsze posiadała wiele dziewiczych, trudno dostępnych terenów. Przed laty okazały się one wspaniałym schronieniem dla wszelakich zdesperowanych uciekinierów i korsarzy. Zyskała miano wyspy piratów. Myślę, że posiada jeszcze nie jeden skarb do odkrycia 🙂 Warto tutaj poszperać.

Plaże, plażyczki, żółte, białe …

Martynika

Widok na wyspę Martynikę.

Martynika, wulkaniczna wyspa leżąca na Morzu Karaibskim między Wyspami Zawietrznymi, a Dominiką i St. Lucią. Należy do zamorskich terenów Francji.

Stolicą wyspy jest Fort-de-France, dość spore tętniące życiem miasto. Położone jest na zielonych wzgórzach opadających w stronę morskiego wybrzeża i portu. W samym mieście daje się odczuć mnogość kreolskiej kultury i tradycji.

Biblioteka Schoelchera

Biblioteka Schoelchera, budynek w stylu bizantyjsko-romańsko-secesyjnym został zaprojektowany na Światową Wystawę odbywająca się w Paryżu w 1889 r. Następnie rozebrany i przewieziony na Martynikę do Fort-de-France.

Po przeciwnej stronie ulicy stoi pomnik cesarzowej Józefiny. Aktualnie pomnik nie posiada głowy, gdyż została odcięta w 1991 roku przez miejscową ludność kiedy ta dowiedziała się, że cesarzowa pochodząca właśnie z Martyniki kreolka nie była przychylna zniesieniu niewolnictwa na tej właśnie wyspie.

Kościół Sacre Coeur w Balata

Martynika nazywana jest wyspą kwiatów, to tutaj wśród wilgotnych, bujnych lasów równikowych zobaczymy wspaniałe tropikalne ogrody zamieszkałe przez piękne kolorowe ptaki.

Ogrody Balata, na wzgórzu 450 m n.p.m., na terenie kreolskiej posiadłości zgromadzono rośliny ze strefy podzwrotnikowej całego świata. Kolorowy ogród z wijącymi się ścieżkami pośród palm, krotonów, storczyków, paproci można oglądać również z góry wchodząc na zawieszoną kilka metrów nad ziemią ścieżkę widokową.

St.Pierre, malutkie, portowe, pełne uroku miasto z piękną ciemną, wulkaniczną plażą. Położone u podnóża czynnego wulkanu Mount Pelee. Wulkan ten przyczynił się do zniszczenia tego kiedyś będącego centralnym ośrodkiem handlu i kultury na Martynice miasta. W 1902 roku kiedy wybuchł wulkan Mount Pelee zginęli wszyscy (oprócz jednego) mieszkańcy St. Pierre, 30 000 osób.

Ekspozycja zniszczeń dokonanych przez wulkan Mount Pelee.

Po tej katastrofie St. Pierre zostało odbudowane, lecz nie powróciło do dawnej świetności i roli jaką pełniło na wyspie.

Dominikana

Hispaniola, Haiti, Dominikana pierwsza wyspa w Nowym Świecie odkryta przez Krzysztofa Kolumba. Aktualnie kojarzy się wszystkim z wypoczynkiem, białym piaskiem na pięknych plażach, błękitnym Morzem Karaibskim.

Santo Domingo, stolica Dominikany założona w 1496 roku u ujścia rzeki Ozama.

Dobrze zachowana starówka w dzielnicy kolonialnej, dużego nowoczesnego obecnie miasta jest perełką Karaibów. Posiada najstarszy uniwersytet, najstarszą katedrę i najstarszy szpital obu Ameryk.

Plac Kolumba z Bazyliką Katedralną Mniejszą, pomnikiem Krzysztofa Kolumba i nieopodal popiersiem Bartłomieja Kolumba, założyciela miasta.

Bazylika Katedralna Mniejsza Najświętszej Marii Panny, najstarszy kościół obu Ameryk.

Zamek Kolumba wzniesiony w 1516 r. przez syna Krzysztofa Kolumba, Diego de Colon pierwszego wicekróla Nowego Świata.

Latarnia Kolumba, Mauzoleum Faro podobno kryje prochy Krzysztofa Kolumba. Z historii wiemy, że prochy Kolumba były tyle razy pochowane i przewożone to do Hiszpani (Valladolid, Sewilla ) i z Hiszpanii do Santo Domingo, później na Kubę, później znowu do Hiszpanii ( Sewilla ), że już chyba nikt nie jest pewien gdzie mogą być jego szczątki.

Za to w Katedrze Santo Domingo podczas remontu odkryto trumnę z napisem „Almirante Cristobal Colon” i to właśnie te szczątki spoczywają teraz w Latarni Kolumba.

Nieopodal Mauzoleum znajduje się zespół jaskiń, zapadlisk, podwodnych jezior z efektownymi formacjami skalnymi o nazwie Los Tres Ojos.

Los Tres Ojos jest bardzo przyjemnym miejscem do zwiedzania, a nawet odpoczynku od upału panującego na zewnątrz, w uroczej scenerii podziemnych jaskiń. Do jednego z jezior można się dostać tylko przepływając tratwą umocowaną do lin.

Grenada

Grenada-zielona, górzysta, poprzecinana kaskadami potoków wyspa pochodzenia wulkanicznego, zwana jest „wyspą przypraw”. To stąd wypływa gałka muszkatołowa, cynamon, goździki, kakao na rynki całego świata.

Państwo Grenada jedno z najmniejszych w Ameryce Północnej składa się z kilku niewielkich wysp na Morzu Karaibskim należących do archipelagu Małych Antyli, Wysp Zawietrznych. Grenada jest z nich największa, a największym miastem wyspy i stolicą jest Saint George’s.

Saint George’s, przeurocze miasteczko położone w kotlinach wzgórz sięgających nadmorskich plaż i marin,..

a nad miasteczkiem króluje na wzgórzu Fort Frederick. Budowę fortu rozpoczęli Francuzi, a zakończyli Brytyjczycy. Tak też wyglądała historia kolonizacyjna wyspy, której mieszanka przeplata się w kulturze i gospodarce tego kraju.

Carenage marina, wewnętrzny port, zachęca do spacerów po uroczej promenadzie.

Sendall tunnel, którym szybko dotrzemy pieszo lub samochodem do centrum St. George’s.

Wyruszając z miasta zapoznajemy się ze wspaniałościami przyrody.

Annandale Falls, 10-cio metrowy wodospad.

Park Narodowy i rezerwat przyrody Grand Etang, leżący w centralnej części wyspy zachęca do krótkich trekkingów po bujnym lesie deszczowym.

Jezioro kraterowe Grand Etang.

Morne Rouge Bay, spokojna, pustawa plaża jedna z wielu na wyspie.

Najbardziej znana i bardziej zatłoczona Grand Anse Beach.