
Bangladesz jest najbardziej zaludnionym krajem na świecie i jednym z najbiedniejszych. Wyjeżdżając do Bangladeszu trzeba o tym pamiętać i liczyć się z tym, że w wielu miejscach będziemy otoczeni przez sporą grupę ludzi. Jednak Bengalczycy są przyjaźnie nastawieni i bardzo ciekawi innych nacji. Uwielbiają „gapić się” na turystów i robić im zdjęcia. Mogę śmiało powiedzieć, że mnie fotografowano częściej niż ja fotografowałam Bengalczyków. Często też, proszą o wspólne zdjęcie z nimi.

Stolicą Bangladeszu jest Dhaka. Największe miasto Bangladeszu, liczące około 20 milionów mieszkańców. Miasto portowe z rozwiniętym przemysłem włókienniczym, spożywczym i metalurgicznym. Dhaka mimo swojego przeludnienia, chaosu na drogach i korkach w wielu miejscach zaskoczyła mnie urodą.

Parlament w Dhace to śmiała, nowoczesna architektura. Podobno zaprojektowany został w oparciu o tradycyjne elementy Bengalskie, przynajmniej tak twierdził projektant, amerykański architekt Louis I. Kahn.

Jeden z budynków Parlamentu 
Na ulicach jest ciasno

Dhaka leży w delcie rzek Ganges i Brahmaputra. Rejs po rzece Buriganga przybliżył mi obraz codziennego życia mieszkańców. Rzeka wykorzystywana jest jako poręczna droga wodna do transportu towarów, handlu towarami na nabrzeżu, przeprawy ludności, prania i mycia. Kanał rzeczny jest przepełniony statkami, kontenerowcami, dużymi promami i małymi łódeczkami. Od świtu do zmierzchu tętni życiem.



Bangladesz posiada dobrze rozwinięty przemysł metalurgiczny. To tutaj kończą swoje rejsy przestarzałe jednostki pływające lub uzyskują nowe „życie”.


Za czasów rządów indyjskiej dynastii Deva w Bengalu w XII – XIII w. stolicą był Sonargaon. Aktualnie w Sonargaon został udostępniony do zwiedzania odnowiony kompleks pałacowy. Pałac Isha Khan i Muzeum Bengalu.


Muzeum Bengalu


Panam Nagar, najbogatsza dzielnica Dhaki przed podziałem Bengalu między Indie i Pakistan. Zamieszkała przez zamożnych przedsiębiorców i bogatych kupców indyjskich. Po podziale w 1947 r. na Indie i Pakistan tereny aktualnego Bangladeszu nazwano Pakistanem Wschodnim. Podział ten miał podłoże religijne, nastąpiła więc wymiana ludności, łącznie z pogromami. Tereny Pakistanu Wschodniego były zamieszkałe w większości przez ludność wyznania muzułmańskiego. Ludność hinduistyczna musiała opuścić te tereny i tak dzielnica Panama została wyludniona.
Aktualnie można zwiedzać opustoszałe i zrujnowane Panam Nagar. Pozostały tylko mury i kamienne klatki schodowe. Jednak warto zajrzeć, zobaczyć piękną zabytkową architekturę, pospacerować ulicami niegdysiejszej perełki Bengalu.



Budynek Uniwersytetu w Dhace. W czasie mojego zwiedzania trwały tutaj egzaminy. Rodziny wyczekiwały przed budynkiem na młodzież piszącą egzamin. Pozwolono nam zajrzeć do auli i zrobić zdjęcie.

Farbiarnie tkanin w przydrożnych wioskach wprowadzają swoisty koloryt.


Park Narodowy Lawachara zamieszkują zagrożone wyginięciem gibony hulok. Żyją w koronach drzew w niewielkich stadach. Ciężko je wypatrzeć, ale się udało.

Gibon hulok 
Z terenem parku sąsiaduje wioska plemienia Khasi, którą odwiedzam podczas trekkingu. Gościnni mieszkańcy z chęcią opowiadają o swoich tradycjach.

Bangladesz jest znaczącym producentem mojego ulubionego napoju herbaty. Herbaciane wzgórza ciągnące się kilometrami napotkać można w okolicach miejscowości Srimangal we wschodnim Bangladeszu. Plantacje herbaty założyli tutaj Brytyjczycy.


Kobiety zbierają ręcznie młode listki herbaty ubrane w piękne kolorowe sari.

W cegielni prace wykonywane są ręcznie. Wszędzie gdzie byłam widziałam ciężko pracujących ludzi, którzy wykonywali swoją pracę ręcznie bez rękawic ochronnych, bez odzieży roboczej, bez potrzebnego sprzętu, narzędzi. Takie smutne oblicze Bangladeszu.

Kiedy jadąc drogą, zobaczyłam taki obrazek nie wiedziałam co to jest. A Wy wiecie ? Tak suszy się ryż. Jest on równo rozgarniany i suszony w promieniach słonecznych. Na noc lub kiedy mógłby padać deszcz, tworzy się kopce i przykrywa daszkami. Na zdjęciu powyżej widać okrągłe daszki wyplecione z palmowych liści.
Pracownicy takiej „suszarni ryżu” są zatrudniani za niewielkie pieniądze. W rozliczeniu otrzymują dach nad głową, te domki w oddali, w których mieszkają całymi rodzinami.


7 kolorowa herbata 
Wyjazd do Bangladeszu wspominam bardzo ciepło. Ludzie bardzo przyjaźni, jedzenie ostre ale bardzo smaczne i wyśmienita herbata.





















