
Na Islandię przyjechałam w 2018 r. w upalne dni czerwca jakie panowały w Polsce. Postanowiłam sobie zrobić rodzaj odnowy biologicznej – krioterapię.

Zwiedzanie zaczynam od Reykjaviku stolicy i największego miasta Islandii. Tutaj też mieszka większość mieszkańców wyspy.




Katedra 
budynek Parlamentu

Ewangelicko-luterański kościół Hallgrimskirkja jest znakiem rozpoznawalnym Reykjaviku. Futurystyczna sylwetka widoczna jest z daleka. Na wieży kościoła mieści się punkt widokowy.

Największym jeziorem Islandii jest Thingvallavatn. Jest ono pochodzenia tektonicznego. W okolicy jeziora zbiega się płyta Eurazjatycka z Północnoamerykańską. Istniejąca pomiędzy nimi szczelina została nazwana Almannagja – Wąwóz Wszystkich Ludzi. To w tym miejscu po raz pierwszy zgromadziła się społeczność mieszkańców wyspy i nazwano je Althing – parlament.


Islandię nazywają krainą ognia i lodu, a dlaczego tak jest przekonuję się podczas podróży. Będąc w Haukadalur odwiedzam wzgórze, gdzie w kilku miejscach parują gorące źródła geotermalne. Co kilka minut gejzer Strokkur wyrzuca strumień gorącej wody w powietrze, na wysokość kilku metrów. Woda termalna na Islandii występuje w wielu rejonach wyspy. Jest wykorzystywana do ogrzewania mieszkań, mycia oraz w basenach termalnych. Jednak najwięcej tzw. ognia dostarczają wulkany, których na Islandii jest sporo, a kilka z nich czynnych. Jak wszyscy wiemy islandzkie wulkany są czasami złośliwe niczym trolle. Wybuchają w najmniej pożądanym momencie i potrafią sparaliżować całą Europę.


gejzer Strokkur 

W czerwcu na Islandii kwitną łubiny. Całe łubinowe pola kolorują krajobraz na fioletowo.


Odwiedzam jeden z licznych tutaj otwartych basenów z geotermalną wodą. Na polanie obok basenu bulgoczą źródła z gorącą wodą.

Na rzece Hvita oglądam dwie kaskady wodospadu Gullfoss. Kaskada w górnym biegu rzeki ma wysokość 11 metrów, a poniższa mierzy 21 metrów. Wyglądają naprawdę imponująco. Przy niżej położonym wodospadzie woda wpada w szczelinę, a koryto rzeki zmienia kierunek jej biegu. Przypomina mi tym wodospad Wiktorii w Afryce. Z tym, że Gullfoss jest znaczne mniejszy.



Na wyspie ukształtowała się wyjątkowa rasa koni islandzkich. Przystosowały się do tego surowego, zimnego i wilgotnego klimatu. Gatunek jest chroniony przed mieszaniem się ras. Koni nie można wywozić z kraju, ani nie mogą tutaj wjeżdżać konie spoza Islandii.

Selialandsfoss jest wodospadem, którego strumień wody można obejść dookoła. Wodospad spada z 60 metrowego klifu, u którego podstawy jest jaskinia wypłukana przez wody oceanu. Dookoła strumienia wody biegnie ścieżka.



kaczeńce nad strumieniem


W miejscowości Skógar najbardziej znanej z wodospadu Skórarfoss, utworzony został ciekawy skansen. Znajduje się tutaj wiele ekspozycji: tradycyjnych narzędzi, mebli, odzieży niezbędnej do funkcjonowania w tak ostrym klimacie. Wystawione zostały również samochody. Na wzgórzu obok gmachu muzeum mieszczą się budynki tradycyjnej zabudowy- chaty ziemianki pokryte darnią, drewniane domy, szkoła, a nawet kościół. Dodam, że w skansenie funkcjonuje jadłodajnia z gorącą zupą:).



szkoła 



Na tak wulkanicznej wyspie jest oczywiste, że plaże są czarne. Cieszą oczy tak samo jak z białym czy żółtym piaskiem. Jedną z popularniejszych jest Reynisfjara. Dodatkowymi jej atutami są bazaltowe słupy i urokliwe skałki przybrzeżne.




cios słupowy 
cios słupowy
W nadbrzeżnym klifie górującym nad czarną plażą wykształciły się ciosy słupowe z zastygłej lawy. Gorąca lawa po zetknięciu z zimnymi wodami oceanu zastygała pękając w charakterystyczne kolumny bazaltowe.

Kolejnym fantastycznym tworem wulkanicznym Islandii jest zastygła lawa na olbrzymiej równinie. Nierówno pofałdowane połacie lawy z czasem porósł mech.



Na kolejnej czarnej plaży przeżywam zauroczenie niecodziennym spektaklem. Kry lodowe oderwane z lodowca Vatnajokull kanałem wodnym dopływają do Oceanu Atlantyckiego. Niektóre z nich fale oceanu wyrzucają na plażę. Takie błękitne bryły lodowe oblewają spienione fale. Drobniejsze kawałki woda wynosi na piasek. W niektórych miejscach spotkałam sporo porozrzucanych białych przeźroczystych bryłek lodu na czarnym piasku – plaża usiana diamentami.


Laguna lodowcowa Jokulsarlon – powstała w wyniku topnienia wulkanu Vatnajokull. Największego lodowca Islandii. Odrywające się wciąż nowe fragmenty lodowca wpadają do jeziora i dryfują po nim. Niektóre z nich przepływają kanałem do Oceanu. Dodam, że błękitny kolor ma świeżo oderwana kra. Po dłuższym czasie topnienia jest biała jak śnieg, a na koniec czarnieje.
Atrakcją turystyczną laguny lodowcowej jest rejs po jeziorze pomiędzy dryfującymi odłamkami kry lodowej. Po lagunie pływa się kajakami lub amfibią. Amfibia to opcja, którą ja wybrałam. Dodam, że po raz pierwszy w życiu płynęłam takim wynalazkiem. Amfibie na Islandię przywieźli amerykańscy żołnierze podczas II wojny światowe.




Kolejnym „językiem” lodowym schodzącym z górskich szczytów jest Sólheimajökull. Jezioro, które z niego powstało to Fjallsarlon.





Do kolejnego jęzora lodowca Vatnajokull położonego znacznie wyżej podchodzę wspinając się górską ścieżką. Mroźna kraina lodu odsłania przede mną przeróżne formy, a każda z nich piękniejsza.





Kolejny napotkany przez mnie cios słupowy powstał na pastwisku. Owce wykorzystują ten twór skalny jako poidło.

Z portu w Rejkiawiku wypływam statkiem na poszukiwanie wielorybów. Po raz pierwszy płynę po wodach Oceanu Arktycznego. Ubrałam się bardzo ciepło. Od załogi statku dostałam obszerny kombinezon, który założyłam na swoje ubrania. Do punktu, w którym widuje się wieloryby płynęliśmy około godziny. Mrożący podmuch wiatru wychłodził mnie mimo kilku warstw odzieży. Jednak kiedy pojawiły się wieloryby zrobiło mi się ciepło z wrażenia.

Po wszystkich mroźnych atrakcjach postanowiłam rozgrzać się w Błękitnej Lagunie. Jest to największy kompleks geotermalnych basenów na Islandii. Przy basenach funkcjonują bary serwujące drinki i gabinet odnowy oferujący glinkowe maseczki na twarz. Skorzystać z nich można nie wychodząc z wody.

Błękitna Laguna 
Dryft kontynentalny






























